Kiedy Lilka się rodziła…

Ciocia:

Nigdy nie zapomnę chwili kiedy rodziłam swoje dzieci. Nie zapomnę także chwili kiedy rodziła się Lilka…. Lilka jest moim trzecim dzieckiem. Też moim. Co z tego, że po innej mamie i tacie, którzy ją kochają nad życie i chowają, i pieszczą, i całują. Ja też mam swój udział w jej wychowaniu i jestem z tego duma. Dumna, ale zarazem smutna. Mieszkam bardzo daleko od nich i fizycznie jest mi ciężko pomagać przy Lilce, więc staje na głowie, jakby tutaj pomóc będąc 1000km od nich.

Kiedy Lilka się rodziła, ja stałam przy maszynie do pakowania książek. Pracowałam na tzw. inpaku (inpakken – pakować) i mało kogo obchodziło, dlaczego płacze. Trzeba było szybko pakować te cholerne książki i czasopisma, tak aby jutro trafiły do supermarketów i księgarni. Słońce wzejdzie i każdy w Holandii będzie mógł sobie te cholerne książki i czasopisma kupić. Pooglądać Sylvie M. z nową kochanką, Marco Borsato w kąpielówkach i tragedie zaciasnych butów jakiejś tam belgijskiej aktorzyny. Ktoś na pewno kupił te czasopisma z moimi łzami. Łzami kiedy Lilka się rodziła.

Na przerwie dostałam Sms-a, że dzieje się coś złego. Zaczęło mnie wszystko boleć, a serce biło jak szalone. Musiałam wrócić do pracy. Złamałam zasadę, nie wolno nam było mieć telefonów ze sobą przy maszynie, ale ja musiałam mieć cokolwiek przy sobie, coś co pozwoli mi nie oszaleć.

Łzy:

W pewnym momencie poczułam wielki ból gdzieś w brzuchu i łzy same poleciały jak grochy. Takie rzeczy chyba się czuje. Mojej siostrzyczce dzieje się krzywda! Ja to podświadomie wiem.

Poprosiłam ,,koleżankę” obok czy mogłaby mnie zastąpić przy moim stanowisku. Wcześniej ja często zastępowałam inne osoby, biegając na 2-3 stanowiska kiedy ktoś wychodził w czasie trwania pracy do toalety czy zadzwonić. Jesteśmy matkami, mamy dzieci w szkołach – musimy sobie pomagać, bo praca, pracą ale bezpieczeństwo naszych dzieci jest na pierwszym miejscu. Oburzona, miała gdzieś moje roztrzęsienie i łzy, nakazała mi niczym przełożona, wrócić do pracy – ona mi nie pomoże..

Nie pomożesz, to nie pomagaj – w tym momencie, było mi wszystko jedno. Czy ta maszyna stanie, czy wywalą mnie na zbity pysk, czy jutro naród nie zobaczy kąpielówek tego całego Borsato – miałam to wszystko gdzieś! Przerwałam pracę i zadzwoniłam do kuzynki. Maszyna stanęła, współpracownicy zaczęli na mnie tupać nogami (co znaczyło nic innego jak niecierpliwość i co ty robisz?!). Legendy mówią, że był środkowy palec na cały rząd tupiących, ale ja sama tego nie pamiętam, słyszałam z opowieści. Co natomiast pamiętam, to słodki głos i wiadomość, że MOJA SIOSTRA ŻYJE i Lilka jest już z nami na świecie.

Dopiero 32 tydzień:

Wróciłam do pracy. Łzy nie przestawały lecieć. Czułam, że coś jest nie tak. Przecież to jeszcze nie czas na jej przyjście? To dopiero 32 tydzień. I przychodzą takie głupie pomysły jak np. A może się lekarze pomylili z terminem? Wyliczenia nieprawidłowe… Potem pytania: No chwileczkę?! Przecież 32 tydzień, to nie wszystko jest rozwinięte! Jak płuca?! Inkubator?! Lampy?! Żółtaczka?! Wątroba?! Mózg….no właśnie mózg?! Ale jeszcze niedawno widziałam bliźniaczki Oli! Wykulały się szkraby z tego wcześniactwa. Będzie dobrze! Te Olkowe dzieci, trochę mnie uspokoiły.

Brak wibracji w telefonie utrzymywał mnie w przekonaniu, że nie dzieje się najgorsze z najgorszego. Żyją! Inaczej by rodzina dzwoniła! Po zakończeniu zmiany bieg do szatni, zmiana butów i znowu bieg na parking. Odpaliłam samochód i nawet nie wiem kiedy byłam w domu. Mąż już na mnie czekał z herbatą – dzwonimy. Z mamą Lilki jest dobrze – jedna z największych ulg jakie w życiu poczułam. Z Lilką gorzej – jedno z największych uczuć bólu w sercu jakie w życiu poczułam.

W Polsce:

Czas mijał. Kilka dni po jej przyjściu na świat byliśmy już w Polsce. Nie były to łatwe chwile. Dzień zaczynał się od tego jak mama albo tata Lilki wstawali i jechali do szpitala, a kończył na tym jak jedno z nich wracało do domu. Kilka dni słyszeliśmy odpowiedź na pytanie o stan zdrowia Lilki – bez zmian. Szybkie kroki do pokoju, zamknięcie drzwi i cichy szloch. Płacz mojej siostry był dla mnie nie do zniesienia. Moja siostrzyczka tak długo czekała na to dziecko… Ono jest….a jakby go nie było….

Co działo się przez ten miesiąc? To już temat na inny post. Po około 4 tygodniach, pierwsze co zobaczyliśmy to ten widok:

Tata

Tata

I chociaż serce skakało z radości jak szalone, to gdzieś tam w głębi duszy zaczęło kiełkować ziarno niepewności, bo z Lilką przyjechał plik dokumentów ze szpitala, a w nich wypisy z terminami, o jakich nigdy wcześniej nie słyszeliśmy, albo słyszeliśmy, ale nie znaliśmy nikogo, kto takie schorzenia i przypadki miał w swojej rodzinie.

Aha! Zapomniałabym! Po powrocie z Polski, zrezygnowałam z tej pracy. Otworzyłam swoją działalność gospodarczą i zdecydowałam się, robić to w czym jestem dobra, w czym czuje się spełniona! Jednocześnie mogę być elastyczna i pomocna nawet na odległość. Narodziny Lilki i jej bycie wśród nas, jest dla mnie motorem do działania. Podziwiam to malutkie dziecko i jej rodziców. Dziś wiem, że nie warto marnować ani chwili, bo życie jest kruche, tak kruche jak nasza kuleczka. Dzięki Lilce nasz świat zwolnił. Nigdzie się już przy niej nie spieszymy. Cieszymy się sobą, cieszymy się nią.  Mam nadzieję, że nasze plany życiowe się spełnią i będziemy mieszkali bliżej Lilki, mojej siostrzyczki i ukochanego (jedynego) szwagra.

P.S.: Do teraz widząc półki z książkami i czasopismami w Holenderskich sklepach, wspominam ten straszny dla mnie moment. Moment, kiedy Lilka się rodziła.

Kiedy Lilka się rodziła

Lilka z ciocią Misią.

 

…………………………………………………………………………………………………………………………………………

Przypominamy o akcji jaka jeszcze jest aktualna dla Lilki – ZRZUTKA na turnus rehabilitacyjny. 

2 comments on “Kiedy Lilka się rodziła…
  1. Sylwia W-K napisał(a):

    Wzruszyłam się ;-( Ta historia jest mi tak bardzo bliska. Jestem mamą wcześniaka. Moja córeczka też urodziła się w 32 tygodniu. Dziś jest zdrową 4-letnią dziewczynką.
    Życzę dużo zdrowia i wytrwałości <3

  2. Tutaj napisał(a):

    Great site, really good writing:-)! I really enjoy your blog. I’m waiting for more. Best regards!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.